|
Tytuł opisu tej wyprawy jest co najmniej intrygujący. Dlaczego taki ? Ano dlatego że napisać „Spotting w Berlinie” czy „Inwazja na Berlin” brzmiałoby strasznie prosto, a wyjazd ten do zwykłych nie należał. A o tym skąd flaming się przyplątał będzie w dalszej części. Data wyjazdu czyli 11 marzec 2006 została wybrana gdzieś w połowie lutego. Termin totalnie bezsensowny ale chyba to właśnie zmobilizowało nas jeszcze bardziej. Kilka dni przed wyjazdem zaczęło się studiowanie wszelkich dostępnych prognoz pogody. Pogoda jak to pogoda zawsze jest inna niż w prognozie. Tak było i teraz. Ośmiu zapaleńców : Witek, Puziu. Kawa, Kaczy, Gładas, Krzysiek; VanT i Quantas około 4.30 zebrało się w punkcie zbornym. Droga była w miarę czarna. Po drodze zaplanowaliśmy jeden postój w Torzymiu, 30 km przed granicą. W restauracji Chrobry daliśmy właścicielowi zarobić konkretną kasę zamawiając …. sześć herbat na ośmiu. Dojazd do granicy, przejazd przez most na Odrze i ….. drogi bielutkie. Sypiący śnieg nie pozostawiał nam złudzeń że z foceniem będzie problem. Jednak taki drobiazg do odwrotu skłonić nas nie mógł. Dojeżdżamy do Berlina. Czym bliżej TXL tym śnieg mocniej pada. Znam trochę stolicę Niemiec więc staram się o niej trochę opowiadać. Przejeżdżamy koło targów. Mówię – zobaczcie jak na dachu hali pięknie drzewa rosną- wszyscy spojrzeli Kawa się zadumał i wycedził cytując jedną z polskich komedii „ mają rozmach skur…..y”. Do dziś mu za to dziękujemy. Śmiech spowodowany tym tekstem poprawił nam humory od kilkunastu minut coraz gorsze. Lotnisko przed nami. Bywalcy TXL wiedzą że na wiadukcie, pod który wjeżdżamy, a którego górą kołują samoloty są umieszczone reklamy linii w kształcie stateczników pionowych. Na ogonach były loga Delty i Continentala. Kaczy wspólnie z Kawą wydzierają się „Delta i Conti stoją” a ja w śmiech. Żart się udał. Kilka minut potem okazało się jednak że coś z ogonami reklamowymi było na rzeczy bo przy terminalu faktycznie obok siebie stały 767 Delty i 757 Continentala. Wychodzimy z aut i wiemy już że z super fotek nici. Kierujemy się do terminala aby przejść na taras. Robimy to bez wyraźnego entuzjazmu bo jesteśmy pewni że taras będzie zamknięty. Oczywiście przypuszczenia się potwierdzają. Starty i lądowania odbywają się się z pasów 08L i 08R. Wchodzimy na szklaną wieżę czyli jedyne miejsce skąd coś tam sfocić się da. Promień działania jednak mamy ograniczony a straszna pogoda dopełnia czarę goryczy. Są wspomniane maszyny z USA poza nimi pojawiają się samoloty bardzo typowe. Urozmaiceniem wielkościowym są trzy sztuki A300-600 latających w Lufthansie na krajówce. foto: Sławomir Winkiel
foto: Krzysztof Puziak
foto: Sławomir Winkiel
Idziemy na piętrowy parking z którego jest doskonały widok na drogę kołowania. Śnieg przeszkadza w robieniu fotek idealnych. Jedna rzecz nie daje nam jednak spokoju. Po drugiej stronie dróg startowych , na płycie wojskowej stoi A340. Zdjęcia robione z wielu set metrów nie ułatwiają identyfikacji.W końcu dochodzimi do wniosku że to…. Egipski Air Force One !!! Z wizytą do Berlina przyleciał prezydent Egiptu Hosny Mubarak. W głowach zakołatał szatański plan czyli sfocić z bliska tego ptaka. foto: Michał Kaczmarek
foto: Krzysztof May
W czwórkę (Kawa, Kaczy, Krzyś i Quantas) ruszyliśmy na drugą stronę lotniska. Skradając się jak najbliżej samolotu dotarliśmy w miejsce za pobyt w którym Niemcy mogli nas przymknąć na 48 h, natomiast Jankesi prawdopodobnie oskarżyli by nas o terroryzm i tą relację pisał bym gdzieś z Guantanamo. Ryzyko się nie opłaciło. Do samolotu zabrakło kilkudziesięciu metrów. Fotek niema, ale są wspomnienia. foto: Michał Kaczmarek
foto: Paweł Korbyń
Wróciliśmy na parking , jeszcze godzinka focenia i wyjazd. Z TXL ruszyliśmy na Tempelhof. Starsze roczniki wiedzą że kiedyś było to najcudowniejsze lotnisko świata, miejsce gdzie większość Polaków chciała się znaleźć. Najbardziej na wschód wysunięte zachodnio niemieckie lotnisko. To tu lądowały uprowadzane Antonowy 24 to tu zaczynała się wolność dla wielu. Ruch pasażerski pomijając GA jest tu nikły więc ograniczyliśmy się do spaceru po przepięknym terminalu (albo okropnym to kwestia gustu) i w drogę. Następny przystanek to Schonefeld. Potworna śnieżyca pozwala nam postać przy płocie 15 minut i wyjazd. Na Berliner Ringu wpadamy do centrum handlowego A10 na pyszny kebab i kierunek Rzeczpospolita. Gdy przychodzi zmęczenie, przychodzą kłótnie o drobiazgi, ot na przykład jakiej muzy słuchamy. Jest nas czterech i cztery głosy. Wprowadzam ustrój totalitarny w aucie. Moje rządy, moja muza. Trochę po złości puszczam znalezioną gdzieś w starych zbiorach płytę zapomnianej kapelii Goombay Dance Band. Chłopaki na początku są z lekka wygłupieni. Po kilkunastu minutach Kawa zaczyna nucić pod nosem. Zanim dojechaliśmy do Poznania cała załoga chórem śpiewa fly, fly away, fly away my flamingo ……. Flaming uleciał w dal , ale wspomnienia tej wyprawy zostaną na długo. SW
|